Czas na ruch producentów, czyli o odpowiedzialności za odpady

Miał być wpis na temat wody w krakowskich kranach, ale przeczytałam dzisiaj w jednej z grup zero waste’owych post na temat pewnej firmy produkującej filtry. Otóż firma ta napisała jednej z klientek, że można do nich odsyłać na własny koszt zużyte filtry, a w zamian otrzyma się 5% zniżki w ich sklepie internetowym lub przy zakupie min. 6 filtrów wysyłka będzie gratis.

O ile zazwyczaj bardzo cieszą mnie nawet małe kroczki różnych producentów w kierunku bycia bardziej eko w zakresie opakowań, o tyle to wywołało u mnie frustrację i całą falę myśli związanych z tym, że różne oczekiwania w zakresie gospodarki odpadami są stawiane głównie konsumentowi na samym dole łańcucha. I ciężko jest mi to traktować jako jakikolwiek kroczek.

Niby mamy sytuację, w której firma jako jedna z nielicznych powiedziała „Ok, bierzemy odpowiedzialność za nasze produkty”, ale w praktyce zrobiła to w taki sposób, który wymaga od konsumenta według mnie zbyt dużego wysiłku, żeby decydowało się na to więcej osób niż tylko te najbardziej zaangażowane w temat. Na początku trzeba zrobić sobie w domu składzik na zużyte filtry, bo przecież jednego odsyłać się nie opłaca. Potem jakoś trzeba je zapakować i wysłać – zorganizować pudełko, odstać swoje na poczcie albo iść do paczkomatu (a przecież ludzie nie mieszkają tylko w centrum dużego miasta, gdzie parcel shopy czy paczkomaty są na każdym rogu). Trzeba za to zapłacić, a w zamian dostanie się symboliczny rabat za zakupy w sklepie, w którym filtry są droższe niż w innych sklepach. Nie brzmi to jak interes życia i szczerze wątpię, żeby korzystało z tego tyle osób, żeby to robiło środowisku jakąkolwiek realną różnicę. Mały kroczek sklepu czy producenta jest wtedy, gdy wielki supermarket pełen paczkowanych produktów zaczyna sprzedawać pora bez folii – bo dzięki ich zmianom umowy z wytwórcą umożliwili rzeszom ludzi bezwysiłkowe zmniejszenie zużycia jednorazowego plastiku.

Niestety, przerzucanie całej odpowiedzialności na konsumenta jest notoryczne. Na wstępie zaznaczę, że jestem wielką fanką dokładnej segregacji odpadów. Byłam przeszczęśliwa, że akurat moja spółdzielnia została wytypowana jako miejsce na pilotaż programu zbierania bioodpadów, nie będę miała żadnego problemu z tym, że niebawem zamiast frakcji suchej i frakcji zmieszanej będę miała oddzielnie szkło, plastik itp. Niemniej jednak uważam, że to jest głęboka niesprawiedliwość, że to od zwykłych mieszkańców oczekuje się, żeby uczyli się segregować, żeby wiedzieli, co idzie do którego kosza i mieli świadomość, że jak mają szklaną butelkę, na której zostaje metalowa obręcz, to ta obręcz robi problem przy przetwarzaniu szkła, więc powinno się ją zdjąć – a od producentów nie wymaga się tego, żeby przemyśleli opakowania pod kątem gospodarki odpadami.

To konsument ma wiedzieć, że trzeba zdjąć obrączkę, zamiast wymagać od wytwórców taki projekt butelki, żeby obrączka odrywała się razem z korkiem. Ma też wiedzieć, co powinno iść do jakiego pojemnika, a producent nie musi zamieszczać na opakowaniu piktogramów oznaczających poszczególne pojemniki. To kupujący ma pofatygować się na pocztę i nadać na własny koszt filtry, zamiast producent zorganizować punkt zbiórki w sklepach, w których są one sprzedawane. Nie może być tak, że się zadowalamy półśrodkami i cieszymy z rzeczy, które w praktyce są tylko działaniem marketingowym i jeszcze bardziej pokazują, że śmieci to jest wyłącznie sprawa kupującego.

Trzeba zacząć głośno mówić, że nie, to nie wystarczy i że wytwórca też musi zacząć ponosić wysiłek. I że firma odbierająca odpady też musi zacząć wychodzić do ludzi. Nie możemy się godzić na to, że jak usmażymy sobie pączki na Tłusty Czwartek, to żeby się bezpiecznie dla środowiska pozbyć litra tłuszczu, musimy pojechać do PSZOKu, który jest na drugim końcu miasta, a na dodatek jest czynny w godzinach, które nie każdemu pasują. Jako konsumenci jesteśmy odpowiedzialni za nasze zakupowe decyzje, ale nie możemy być obciążani tak bardzo, żeby koniec końców olej lądował w kanalizacji czy w odpadach zmieszanych. A przede wszystkim – nie możemy być jedynymi, którzy są tymi konsekwencjami obarczani.

Piszmy do producentów i ustawodawców, protestujmy przeciwko polityce nieodbierania w wygodny i przyjazny konsumentom problematycznych śmieci. Wymagajmy od twórców prawa regulacji dotyczących wycofywania opakowań wielomateriałowych, które nie nadają się do recyklingu, wymuszania odbioru zużytych produktów ze sklepów czy jasnych deklaracji, że za pakowanie żywności do pojemnika klienta nie grożą sprzedawcy żadne konsekwencje ze strony sanepidu.

Zmuśmy do zmian systemowych. Z żarówkami czy bateriami się udało – pojemniki są niemal wszędzie, więc można wygodnie, bo przy okazji zwykłych zakupów pozbyć się niebezpiecznych odpadów.

Nie gódźmy się na wpychanie nas w rolę jedynego odpowiedzialnego za śmieciowy problem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s