„Styl życia zero waste”

Czytaliście już „Styl życia zero waste” Amy Korst? Jestem ciekawa, czy również uważacie, że spośród ostatnich publikacji na ten temat ta jest zdecydowanie najsłabsza, w dodatku bardzo mocno odstając poziomem od pozostałych. Jej czytanie wywołuje u mnie irytację, więc nie wiem, czy ją dokończę (mimo że jestem już mniej więcej w 75%).

Jak myślę o tej książce, to pierwszym określeniem, które przychodzi mi do głowy, jest „niespójna”. Czytając ją, czułam się nieco oszukana, ponieważ według mnie to nie jest książka o zero waste, tylko o bardziej świadomym podejściu do odpadów. Daleka jestem od uważania, że o życiu bez śmieci mogą mówić wyłącznie osoby, które jak Bea Johnson całą rodziną produkują jeden słoik odpadów rocznie (w przeciwnym razie sama musiałabym na ten temat milczeć), ale ważna jest precyzja i to, żeby nie zamydlać pojęć. W przypadku Amy Korst wyraźnie widać, że zna pojęcie recyklingu i wie, jakie są jego wady. Temu zagadnieniu poświęca naprawdę dużo miejsca – opisuje koszty energetyczne przetwarzania surowców, wspomina o tym, że w przypadku plastiku czy papieru, ze względu na skracanie się wiązań, uzyskany surowiec jest dużo mniej wartościowy, więc da się z niego wykonać tylko prostsze przedmioty. Tymczasem to, co znalazłam w dalszej części książki mocno mnie skonfundowało.

Recykling to bardzo dobry sposób postępowania z już istniejącymi odpadami. Istotne jest, żeby wszystko, co może być przetworzone, trafiło do odpowiedniego kosza i zostało zrecyklingowane. Natomiast jeśli w książce o zero waste co i rusz trafiam na fragmenty, w których autorka pod płaszczykiem ograniczania odpadów mówi o wybieraniu produktów w przetwarzalnych opakowaniach, to mam wrażenie, że coś poszło nie tak podczas wybierania tytułu lub też, że w USA temat zero waste jest już na tyle popularny, że ludzie zaczynają się lansować bezzasadnie podpinając się pod ten ruch. Żeby nie być gołosłowną, kilka cytatów:

  1. „Jeśli oddajecie do recyklingu puszki i butelki po piwie, możecie się rozkoszować tym irlandzkim świętem bez jakiegokolwiek poczucia winy dotyczącego kwestii ekologicznych” – aluminium i szkło można przetwarzać niemal w nieskończoność i pod tym względem to faktycznie nie jest zły wybór, ale recykling tych surowców wymaga nakładów energetycznych w celu stopienia metalu czy szkła i uformowania ich na nowo. Jest to oczywiście dużo lepsze niż wyrzucenie do odpadów zmieszanych i nie uważam, żeby wypicie butelki piwa z bezzwrotnej butelki było powodem do biczowania się, ale nie ma co udawać, że nie wyprodukowaliśmy właśnie śmiecia.
  2. „Niedawno zabraliśmy naszych dwóch siostrzeńców do kina samochodowego […] postanowiliśmy zrobić w domu kukurydzę uprażoną w maszynce na gorące powietrze. Chłopcy pomogli nam ją przygotować, a następnie poprosiliśmy ich o udekorowanie papierowych torebek, do których planowaliśmy przesypać gotowy popcorn. […] Uprażoną kukurydzę polaliśmy roztopionym masłem […]. Gdy dojechaliśmy do kina, chłopcy natychmiast poprosili o swój domowy bezśmieciowy popcorn ” – ciężko się nie zgodzić z tym, że zwykła papierowa torebka mniej obciąża środowisko niż lakierowany kolorowy karton z baru w kinie, ale równie ciężko jest mi określić to mianem bezśmieciowego, skoro po zjedzeniu popcornu zostają tłuste woreczki, które nie będą się już nadawały do recyklingu.
  3. Odnośnie tego, jakie przekąski zabrać w podróż samochodem: „Ciasteczka Rice Krispies – plastikowe opakowania po piankach marshmallow i po płatkach ryżowych oddajcie do recyklingu wraz z plastikowymi torebkami” – chyba nie muszę komentować.
  4. Niedługo po przejściu na bezśmieciowy styl życia Adam i ja pojechaliśmy na wakacje […]. Zamówiliśmy kanapki, nie przyjęliśmy paczki ziemniaczanych chipsów podanej wraz z posiłkiem i poprosiliśmy o napój gazowany w puszce. Wszystko przebiegało zgodnie z planem”.
  5. „Załóżmy, że macie ochotę na kanapkę, która często jest serwowana wraz z paczką chipsów. Poproście obsługę, aby ją rozpakowała i wysypała na talerz obok kanapki (kiedyś było to standardowe rozwiązanie). Możecie również zapytać o niepaczkowaną alternatywę albo po prostu zrezygnować z chipsów” – to jest mój ulubiony fragment, przy którym zastanawiam się, jakim cudem to drugie zdanie trafiło do książki o zero waste. Co obsługa z tym opakowaniem zrobi? Zje do herbaty? Ten śmieć po nas zostanie, nawet jeśli nie tkniemy go palcem albo nawet nie zobaczymy na oczy w przypadku, w którym barman przesypie nasze orzeszki do miski na zapleczu.
  6. W tabeli z możliwościami redukcji śmieci w kuchni, poza fragmentami, gdzie pojawia się opcja rezygnacji np. z opakowanych w plastik hamburgerów, pojawia się również temat zafoliowanych kalafiorów, czereśni i wiśni, a opcją zastępczą jest według autorki recykling folii.

Takich fragmentów jest w książce sporo, zdecydowanie zbyt dużo, żebym machnęła na to ręką, bo jak dla mnie ta książka to kilka kroków w tył w stosunku do tego, co do tej pory zrobił ruch zero waste. Tak jak wspominałam na początku – nie wkurza mnie, że Amy Korst nie jest idealna w temacie zero waste, ale że uparcie myli pojęcia, przez co całe sedno tej idei zostało wypaczone. Idąc tym tropem, mogłabym stwierdzić, że jestem zero waste tylko dlatego, że moje paczkowane jedzenie rozpakowywałby mój partner, a ja dostawałabym je ślicznie i bezśmieciowo ułożone na wielorazowym talerzu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s