Robot planetarny Bosch MUM 54251 – recenzja

Parę miesięcy temu, po długich rozważaniach, wybrałam robota kuchennego, który miał nam ułatwiać pracę w kuchni i w znaczący sposób skracać czas przygotowywania potraw. Zdecydowałam się na robota planetarnego Bosch MUM 54251. Przetestowałam sporą część jego funkcji i po tym czasie mogę już coś na jego temat napisać.

Sprzęt polecam i nie żałuję jego zakupu. Jest w stanie usprawnić moją pracę i wyręczyć w najbardziej uciążliwych czynnościach kulinarnych takich jak zagniatanie ciasta na chleb, krojenie w plastry, słupki czy ścieranie. Poza wyposażeniem bazowym, poszerzyłam jego możliwości o dodatkowe rzeczy.

Parametry:

Moc silnika: 900 W

7 stopni regulacji prędkości oraz punkcja pracy pulsacyjnej

System blokad uniemożliwiających włączenie robota przy złym zamontowaniu przystawki czy misy

Mieszanie planetarne, dzięki któremu robot lepiej zbiera ciasto ze ścianek miski

Wyposażenie podstawowe:

  1. misa stalowa do mieszania i ubijania wraz z trzema końcówkami i przykrywką o pojemności 3,9 l
  2. cube cutter z jedną siatką do krojenia w kostkę 0,8×0,8 cm
  3. kielich blendera
  4. maszynka do mielenia mięsa
  5. tarcza do krojenia w cieńsze i grubsze plastry
  6. tarka do ścierania w średnie i grube wiórki
  7. tarka do ścierania na cienkie wiórki
  8. wyciskarka do cytrusów
  9. hak do zagniatania ciasta, końcówkę do mieszania i ubijania

Dokupiliśmy:

  1. tarczę do frytek
  2. tarczę do krojenia w słupki (julienne)
  3. tarczę do ziemniaków na placki ziemniaczane

Można jeszcze dokupić:

  1. Przystawki do różnego typu makaronów
  2. Młynek do zbóż
  3. Malakser (multi-mikser)
  4. Dodatkowe misy – w tym plastikową
  5. Misę do robienia lodów
  6. Zestaw do robienia ciastek

Przymierzamy się też do malaksera oraz dodatkowej miski z plastiku, żeby mieć dodatkowy pojemnik przy robieniu różnych rzeczy, a w dalekiej przyszłości nieśmiało myślę o misie do lodów (ale to zależy od tego, na jaką lodówkę się ostatecznie zdecydujemy i jak duży będzie miała zamrażalnik).

Pierwsze wrażenia po rozpakowaniu urządzenia: jest olbrzymie, a na dodatek nie ma żadnych sprytnych rozwiązań ułatwiających przechowywanie. Mamy olbrzymią przystawkę cube cutter, spory kielich blendera, wyciskarkę czy maszynkę. Wszystko trzeba trzymać oddzielnie, nie da się przechowywać jednego w drugim, więc wyposażenie zajęło całą olbrzymią szufladę. Wyobraźcie sobie schowanie rzeczy z poniższego zdjęcia (poza robotem i misą, bo to trzymam na blacie – ciągłe wyciąganie i chowanie byłoby zbyt uciążliwe). Jest to ogromny mankament. Druga kwestia to bardzo słaba instrukcja. Ciężko jest się nią posługiwać, jest niejasna. Pewne rzeczy trzeba ogarnąć samodzielnie.

Cube cutter

Możliwość krojenia w kostkę była jednym z głównych kryteriów. Nie lubię tego, zajmuje to mnóstwo czasu, więc chciałam sobie ułatwić życie. Stąd też w ogóle padło właśnie na ten model, bo jak się okazuje, prawie żaden robot nie ma takiej opcji, albo ma, ale do gotowanych warzyw.

Przystawka cube cutter jest sprytna, radzi sobie z ziemniakami czy marchewką, ale kroi wyłącznie w drobną kostkę, a czasem przydałoby się ułatwienie również w pokrojeniu grubo warzyw do gulaszu czy zupy. Dodatkowo siatka lubi się zapychać i przy twardszych produktach (albo rozwarstwiających się, jak cebula) ciężko jest je wypchnąć nawet przy użyciu specjalnej końcówki, jeśli od góry są nie do końca przecięte. Po zamontowaniu tej przystawki, robot jest niesamowicie wysoki, co przy moim wzroście jest lekko niekomfortowe. Z drugiej strony – kroi szybko, więc spędza się przy jego używaniu na tyle mało czasu, że nie jest to wielka uciążliwość.

Kostka jest równa, robot kroi warzywa bardzo szybko, a kręcące się widełki bardzo sprawnie zrzucają kostkę do miski. Kroiłam już marchewkę, młode ziemniaki, cebulę, paprykę, bataty i w zasadzie z niczym nie miałam problemu.

Cube cutter dobrze się myje. Nie ma problemu z sięgnięciem ręką do części, którą warzywa wpadają do miski, jest na tyle szeroka, że nie trzeba kombinować z trzymaniem gąbki za koniuszek. Trudno jest za to bezpiecznie oczyścić siatkę do krojenia w kostkę. Czasem coś się przylepia do wewnętrznych ścianek. Nie jest to jednak na tyle uciążliwe, żebym żałowała decyzji.

 

Tarcze

Tarcze montuje się do cube cuttera, korzystając ze specjalnego dodatku. Jestem bardzo zadowolona z tarczy do krojenia w plastry i ścierania na wiórki. W przypadku tarczy do frytek, niestety, ciężko jest pokroić w słupki marchewkę, która dość szybko zaczyna fruwać po tarczy, więc może być problem z frytkami z pasternaku czy właśnie marchwi.

Tarcza do do krojenia warzyw w słupki do dań kuchni azjatyckiej sprawdza się bardzo dobrze. Kalarepki do surówki pocięła w moment. Wszystko było odpowiedniej grubości i długości. Moja jakość życia wzrosła – nie tak dawno ręcznie kroiłam w taki sposób marchew do ramenu i nie wspominam tego dobrze. Natomiast bardzo łatwo jest z rozpędu zamontować tarczę do góry nogami. Jest na niej napis, która strona powinna być na górze, ale w ferworze gotowania można na niego nie zwrócić uwagi, bo jest dyskretnie wyryty w metalu.

Tarcza do krojenia w plastry świetnie radzi sobie z ziemniakami, marchewką, cukinią czy ogórkiem. Przygotowanie cukiniowej zapiekanki na dwa dni dla dwóch osób to moment. Szatkowałam nią także kapustę pekińską na zupę, ale do kapusty akurat przydałaby się wspomniana poniżej tarcza do cięcia w bardzo grube plastry, bo ta do średnich plasterków jak na mój gust rozdrabnia ją jednak nieco za mocno.

Brakuje mi natomiast tarczy do cięcia w bardzo grube plastry i w prawdziwie średnie wiórki, bo moim zdaniem dostępnymi tarczami można przygotować wiórki ekstremalnie grube, drobne i ekstremalnie drobne.

Wlot do wrzucania rzeczy jest większy niż w starym robocie moich rodziców, ale wciąż jest zbyt mały, żeby pokroić sporego ziemniaka czy grubą cukinię.

Hak do zagniatania ciasta

Rewelacja zwłaszcza do trochę większej ilości ciasta. W przypadku niewielkiej ilości trzeba dość często zbierać ciasto ze ścian, ale wciąż w porównaniu do klasycznego robota nie ma porównania. Wyrabiałam nim gęste ciasta na chleby, zarówno na drożdżach, jak i na zakwasie. Były świetnie wyrobione, chleb był bardziej puszysty niż w momencie, w którym zagniatałam ręcznie. Niektóre chleby wymagają wygniatania około 10 minut, po tym czasie ręce mi odpadały. W tej chwili włączam maszynerię, a sama siadam z herbatą czy robię coś innego. Słodkich ciast w zasadzie nie piekę, więc nie wiem jak by się sprawdzało.

Końcówka do ubijania

Miałam okazję wypróbować ją podczas robienia masła z wiejskiej śmietany. Cały proces trwał dość długo, dobre kilkanaście minut, ale koniec końców wyszło bardzo ładnie ubite masło. Z całą pewnością będzie to bardzo rzadko wykorzystywana końcówka, bo tak jak mówię, ciast nie piekę prawie w ogóle, a jeśli już, to wegańskie, bez jajek, więc piany z białek ubijać nie muszę.

Wyciskarka do cytrusów

Wyciskarka sprawdza się bardzo dobrze. Umożliwia szybkie wyciśnięcie soku z kilograma cytryn. Mam zwyczaj mrozić sok w pojemniku do kostek lodu, a potem wyciągać do przepisów, w których trzeba dodać łyżkę czy dwie. Pomogło mi to zlikwidować problem z napoczętymi i pleśniejącymi w lodówce cytrynami.

Kielich blendera i maszynka do mielenia mięsa

Tych końcówek nigdy nie użyłam i szczerze mówiąc, zaczynam rozważać ich odsprzedanie, żeby nie zajmowały mi miejsca.

Jeśli chodzi o blender, to mam od 1,5 roku urządzenie typu nutri boost z kilkoma różnymi pojemnikami, więc jest to o niebo wygodniejsze do robienia koktajli. Miksuję, zakręcam pokrywkę i chowam do lodówki.

Maszynki do mielenia też raczej używać nie będę, bo nie jem mięsa. Potencjalnie mogłabym ją trzymać do pasztetów roślinnych czy falafela, ale w większości pasztetów sprawdza się blender, a w smażeniu na głębokim tłuszczu nie jestem zbyt dobra, więc raz na czas falafela wolę kupić w mojej ukochanej falafelowej knajpce.

Podsumowanie

Sprzęt jest bardzo dobry, wart swojej ceny (zapłaciłam ok. 950 zł plus ok. 100 zł za dodatkowe tarcze), ale ma trochę wad. Brakuje mi pewnych funkcji, ale w porównaniu do większości modeli był najbliższy mojemu ideałowi urządzenia tego typu.

Jeśli ktoś gotuje bardzo dużo, zwłaszcza roślinnie, to zdecydowanie przyspieszy to robienie obiadu. Przydaje się też ze względu na to, że lubię mieć w zamrażalniku różne dania zamrożone na wypadek sytuacji, gdy nie mamy czasu niczego gotować, więc momentami piekę hurtowo 60 kotletów w różnych odsłonach, które potem mrożę i odgrzewam w piekarniku.

Widzę, że odkąd mam to urządzenie, to częściej jemy surówki, bo odpada ta najbardziej upierdliwa część w postaci krojenia wszystkich składników. Na naszym stole gości więc np. surówka z melona i ogórka, z kalarepki pokrojonej w słupki czy mizeria w azjatyckiej odsłonie.

Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony Boscha, który wyraził zgodę na ich udostępnienie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s