A może by tak nieproduktywnie?

Tytuł dzisiejszego wpisu jest na przekór całej idei bloga, który ma być swoistego rodzaju zapisem drogi do zorganizowania siebie i otoczenia. Wbrew pozorom jednak jest mocno z tym związany.

Dość często zdarza mi się podróżować. Bycie unieruchomionym przez pięć godzin na siedzeniu bywa ogromnym wyzwaniem w zakresie organizacji czasu. Może to być szczególnie trudne gdy nie potrafimy odpoczywać. Wtedy zaczynamy szukać na siłę różnych zajęć, nawet jeśli nie ma konieczności realizowania określonych zadań, my nie mamy na nic ochoty, a mózg domaga się natychmiastowego wyłączenia.Ostatnio odkryłam, że mam ogromny problem z biernym odpoczynkiem. Wybrałam się na koncert mis i gongów w grocie solnej. Z jednej strony było to bardzo miłe przeżycie, a z drugiej miałam ochotę natychmiast wstać z fotela, bo godzina leżenia i wsłuchiwania się w dźwięki była dla mnie gigantycznym wyzwaniem. Miałam poczucie marnowania czasu, który mogłabym czymś zapełnić.

Uderzyło mnie wówczas mocno to, że przeglądając niezbyt ciekawe posty na Facebooku czy czytając artykuł o czymś, co jest mi zupełnie niepotrzebne na tym etapie życia, nie mam poczucia straty czasu, natomiast pojawia się ono w momencie, w którym jestem sama ze sobą i mam szansę zagłębić się we własne emocje. Dodatkowo mam pełną świadomość, że szukanie tych zajęć sprawia, że jestem bardziej zmęczona, a w efekcie mam mniej energii na rzeczy dla mnie ważne. Odkrycie roku – NIE MUSZĘ CIĄGLE CZEGOŚ ROBIĆ, mam prawo pogapić się przez godzinę w okno, a pozwolenie sobie na to, żeby czasem nie robić niczego może pomóc mi w dokopaniu się do głębszych warstw i wspomóc moją efektywność.

Zastanawiałam się co z tym zrobić i podjęłam decyzję związana z wprowadzeniem w życie uważności. Jakiś czas temu zakupiłam książkę „Mindfulness. Trening uważności”, ale jak zwykle czynności zapychające i kręcenie się bez celu za własnym ogonem, byle mieć poczucie złudnego działania były ważniejsze. Teraz, uzbrojona w narzędzia do budowania nawyków, postanowiłam zrealizować trening z książki. Jak wiadomo, podstawą jest cel oraz wytyczenie drogi do niego. Otóż moim celem jest osiągnięcie stanu, w którym godzinny bierny relaks nie będzie u mnie wywoływał panicznych myśli związanych z potrzebą kreowania absolutnie zbędnych czynności takich jak klikanie w Internecie, czytanie czterech stron książki, mimo że nie mam na nią ochoty czy machinalne otworzenie lodówki i jej zamknięcie bez wyjęcia czegokolwiek.

Plan działania jest zawarty w książce, ćwiczenia rozpisane są na osiem tygodni, a do mnie należy wpisanie do kalendarza dwudziestu minut na codzienną praktykę. Zaczynam dziś od zapoznania się z częścią wprowadzającą, chociaż kusi mnie stwierdzenie, że jestem po podróży i powinnam odpocząć. Nie dam się temu chochlikowi – w końcu po męczącym wyjeździe do innego miasta na rozmowę kwalifikacyjną jest najlepszy moment na chwilę relaksu i uporządkowania własnych uczuć.

Jeśli nie chcesz przegapić nowych wpisów, polub mój fanpage.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s