Porządek w szufladach dla opornych

Przez lata zmagałam się z bałaganem w szufladach i szafkach. W dzieciństwie, gdy rodzice kazali mi posprzątać w pokoju, potrafiłam wpakować wszystko z biurka i podłogi do szafki. Jako że ta się nie domykała przez wypadające rzeczy, zaklejałam ją taśmą klejącą i patrzcie państwo – porządek. Ten system „sprzątania” na mniejszą skalę został mi również w dorosłym życiu. Czytaj dalej

A może by tak nieproduktywnie?

Tytuł dzisiejszego wpisu jest na przekór całej idei bloga, który ma być swoistego rodzaju zapisem drogi do zorganizowania siebie i otoczenia. Wbrew pozorom jednak jest mocno z tym związany.

Dość często zdarza mi się podróżować. Bycie unieruchomionym przez pięć godzin na siedzeniu bywa ogromnym wyzwaniem w zakresie organizacji czasu. Może to być szczególnie trudne gdy nie potrafimy odpoczywać. Wtedy zaczynamy szukać na siłę różnych zajęć, nawet jeśli nie ma konieczności realizowania określonych zadań, my nie mamy na nic ochoty, a mózg domaga się natychmiastowego wyłączenia. Czytaj dalej

Początek drogi

Dlaczego zdecydowałam się na prowadzenie bloga o organizowaniu czasu i otoczenia? Ponieważ rok 2016 jest dla mnie  punktem zwrotnym w zakresie zarządzania sobą w czasie i w kwestii organizowania przestrzeni. Chciałabym, żebyście uczestniczyli ze mną w mojej drodze do stania się poukładaną (ale nie nudną!) osobą. Mam również nadzieję, że zainspiruję Was do zmian i wspólnie podążymy drogą do miejsca, w którym Wasze szuflady nie będą wyglądały tak:

13064762_1110355562350159_7621210333521757020_o

a Wy każdego dnia w trakcie walki z czasem nie będziecie wyglądały(li) tak:

Jeszcze kilka miesięcy temu samozwańczo określałam się Władczynią Chaosu i Entropii, Mistrzynią Prokrastynacji i koszmarną bałaganiarą. Głęboko wierzyłam, że nie jestem w stanie mieć porządku, być na czas i robić rzeczy z wyprzedzeniem, a nie w ostatnim możliwym momencie i stwierdzałam, że taki mój urok. Pod koniec zeszłego roku dotarło do mnie, że słowa kreują rzeczywistość. Jeśli ja określam się w taki, a nie inny sposób, to rodzi to we mnie blokadę przed wprowadzaniem jakichkolwiek zmian. Przecież taka już jestem, nic z tym nie zrobię. Pozostaje tylko pogodzić się z tym i zamówić kontener melisy do uspokajania skołatanych nerwów po tym, gdy znów wpadło się do urzędu pięć minut przed zamknięciem, oczywiście w ostatnim dniu składania niesamowicie ważnego dokumentu.

Tyle że to nieprawda – mamy wpływ na to, w jaki sposób funkcjonujemy na co dzień. Możemy zmieniać nasze przyzwyczajenia w taki sposób, aby żyło nam się wygodniej. Natomiast jeśli wierzmy, że zmiany nastąpią dzięki przeczytaniu odpowiednio dużej ilości książek, to równie dobrze możemy na tę kwotę kupić coś innego. Zmiany wymagają pracy – systematyczności, samodyscypliny i wiary, że jesteśmy w stanie to osiągnąć. A zatem zapraszam Was do obserwowania moich działań i modyfikowania również swojego życia.

Jeśli nie chcesz przegapić nowych wpisów, polub mój fanpage.