Podstawy zero waste

Od pewnego czasu w mediach coraz częściej pojawia się pojęcie „zero waste”. W ostatnich miesiącach wyszły nawet dwie książki poruszające te zagadnienia. Pierwsza z nich to “Pokochaj swój dom Zero Waste Home, czyli jak pozbyć się śmieci, a w zamian zyskać szczęście, pieniądze i czas” Bei Johnson oraz “Życie Zero Waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej” Katarzyny Wągrowskiej.

O co w tym chodzi i czym to się różni od segregacji śmieci? Otóż życie zero waste to dokonywanie takich wyborów zakupowych, żeby nie generować odpadów, natomiast recykling to sposób radzenia sobie z odpadami, które już wyprodukowaliśmy. A zatem w przypadku zero waste chodzi o to, żeby plastikowa butelka czy worek foliowy pojawiały się w naszym domu jak najrzadziej (albo wręcz w ogóle).

Czytaj dalej

Reklamy

„Styl życia zero waste”

Czytaliście już „Styl życia zero waste” Amy Korst? Jestem ciekawa, czy również uważacie, że spośród ostatnich publikacji na ten temat ta jest zdecydowanie najsłabsza, w dodatku bardzo mocno odstając poziomem od pozostałych. Jej czytanie wywołuje u mnie irytację, więc nie wiem, czy ją dokończę (mimo że jestem już mniej więcej w 75%).

Czytaj dalej

Jak nie marnować jedzenia 

Wg danych zamieszczonych na stronie Banków Żywności, każdego roku marnuje się 1,3 mld ton jedzenia, co stanowi 1/3 całej produkowanej żywności. W samej tylko Polsce wyrzuca się ok. 9 mln ton żywności. Skala jest olbrzymia, a jej koszty finansowe i środowiskowe są olbrzymie. O kosztach dla gospodarstwa domowego nie trzeba za wiele mówić – jeśli za wyrzucone w skali miesiąca jedzenie zapłaciliśmy 50 zł, to znaczy, że wyrzuciliśmy do śmieci ładny i niebieski banknot, z którym można było zrobić coś lepszego. Ile razy wyrzuciliśmy jakąś wędlinę, spleśniałego melona i przeterminowane opakowanie sera, jednocześnie narzekając, że nie mamy pieniędzy na wyjście do kina?

Czytaj dalej

Najczęściej psujące się jedzenie, które można mrozić

Wiadomo, że mrozić można mnóstwo owoców i warzyw. Natomiast jest grupa produktów, które wiecznie znajdujemy z kożuszkiem pleśni, bo np. zużywamy odrobinę, a potem wstawiamy na sam koniec lodówki. Nie każdy wie, że sporo z nich można zamrażać, dzięki czemu zużywa się je do końca, oszczędzając pieniądze i produkując mniej odpadów.

Koncentrat pomidorowy
Mam wrażenie, że był to u mnie niekwestionowany lider. Kto z nas przynajmniej kilka razy w roku nie wyhodował przepięknej cywilizacji w słoiczku, z którego zużył łyżkę przecieru do doprawienia zupy czy gulaszu? Tata jakiś czas temu sprzedał mi patent na jego mrożenie. Okazuje się, że przechowuje się świetnie, a na dodatek nie zamarza na kość. Bez trudu da się odkroić kawałek z większej porcji.

Mleko kokosowe
To moje niedawne odkrycie. Lubię je w potrawach, ale nie lubię gdy dominuje nad innymi smakami. W wielu przepisach każą dodać całą puszkę mleka, a ja dodaję dwie-trzy łyżki. Zazwyczaj męczyłam się i w ciągu kolejnych dni dokładałam je gdzie się dało. Teraz mogę wyjąć jedno z malutkich pudełeczek i dodać do potrawy. Mrożę całość, po wymieszaniu części stałej i płynnej.

Zupy kremy
Zupy kremy, przynajmniej u nas, lubią skwaśnieć szybciej niż tradycyjne. W związku z tym wolę zamrozić porcję czy dwie, niż ryzykować trzymanie jej na trzeci dzień i wywalenie.

Natka, koperek
Można je poszatkować i popakować w malutkie pudełeczka. Do sałatki będą średnie, ale do zupy świetnie się nadadzą. W ten sposób unika się wyrzucania połowy pęczka.

Sok z cytryny
Bywa, że w przepisie jest łyżka soku z cytryny. Od jakiegoś czasu staram się od razu wyciskać całość, a potem mrożę w foremkach na kostki lodu. Potem dodaję odpowiednią ilość kostek podczas gotowania.

Pasty kanapkowe i pasztety
Zwłaszcza takie na bazie strączków mrożą się rewelacyjnie. Dzielę je na niewielkie porcje, które szybko się zje.

Pesto
Pesto zalane olejem bardzo dobrze się mrozi. Świetna sprawa na awaryjny obiad.

Wiem, że podobno można mrozić wędliny, ale tu się nie będę wypowiadała, bo ich nie jem i nie sprawdzałam.

Macie jakieś inne nieoczywiste produkty, które mrozicie? Które rzeczy według Was warto mrozić, a co było niejadalną breją?

Robot planetarny Bosch MUM 54251 – recenzja

Parę miesięcy temu, po długich rozważaniach, wybrałam robota kuchennego, który miał nam ułatwiać pracę w kuchni i w znaczący sposób skracać czas przygotowywania potraw. Zdecydowałam się na robota planetarnego Bosch MUM 54251. Przetestowałam sporą część jego funkcji i po tym czasie mogę już coś na jego temat napisać.

Sprzęt polecam i nie żałuję jego zakupu. Jest w stanie usprawnić moją pracę i wyręczyć w najbardziej uciążliwych czynnościach kulinarnych takich jak zagniatanie ciasta na chleb, krojenie w plastry, słupki czy ścieranie. Poza wyposażeniem bazowym, poszerzyłam jego możliwości o dodatkowe rzeczy. Czytaj dalej

Codzienne zwyczaje, które ułatwią mi przeprowadzkę

Powoli szykuję się do przeprowadzki, ale zanim to nastąpi, to musimy załatwić mnóstwo rzeczy typu wymiana okna czy zakup lodówki i kuchenki. Zaczęłam już analizować, co i jak spakować i doszłam do wniosku, że w ostatnim czasie wypracowałam kilka przyzwyczajeń, które ułatwią mi przeprowadzkę.

Zimowe ubrania pakowane w pudła

Zimowe ubrania po sezonie zapakowałam w nieduże pudełka. Pudełka w całości pójdą do dużych kartonów. Kartony zostaną umieszczone w dogodnym miejscu, a ich zawartość grzecznie poczeka na swój czas

Pionowe układanie ubrań w pudełkach w szufladzie

Od dłuższego czasu praktykuję pionowe składanie ubrań wg metody Marie Kondo. Dodatkowo bluzki z krótkim rękawem, T-shirty i całą bieliznę trzymam w szufladach pudełkach. Jest to o tyle wygodne, że podobnie jak w przypadku rzeczy zimowych, pudełka pójdą do większego kartonu, a w nowym mieszkaniu po prostu je wypakuję i umieszczę w szufladzie. Żadnego przekładania, wykładania.

Przechowywanie książek

Rzadziej używane książki, których nie chcę sprzedać/oddać, miałam popakowane w pudła. Są więc w zasadzie gotowe do przeprowadzki

Pościel

Nieużywaną pościel zapakowałam zaraz po zakupie worków próżniowych, które będzie można choćby luzem wrzucić do bagażnika auta.

Zapasy jedzenia

Większość produktów spożywczych trzymam w pojemnikach. Częściowo wynika to z dążenia do ograniczenia odpadów i chodzenia po zakupy z własnymi pudełkami i słoikami, a częściowo ze względu na profilaktykę antymolową. W efekcie jedzenie jest o wiele łatwiejsze do spakowania. Oczywiście niezależnie od tego uprawiam „kuchnię przeprowadzkową”. Spisałam sobie, jakie mam produkty i na tej podstawie gotuję, żeby zużyć jak najwięcej.

Zapakowanie nieużywanych przedmiotów w dedykowane im pudełko

Jest grupa przedmiotów, które na razie nie były nam potrzebne, ale przydadzą się po przeprowadzce. Jest to na przykład otrzymany od rodziców komplet noży, mydelniczka czy ręczniki. Przygotowałam dla nich specjalne pudło i wszystko, co było na później, trafiało właśnie tam. Korzyść jest podwójna – nie dość, że teraz tylko pudełko zakleję, to jeszcze te przedmioty nie walały mi się bezsensownie przez ostatnie miesiące.

Przegląd garderoby

W ostatnim czasie regularnie przeglądałam moją garderobę, dzięki czemu pozbyłam się wielkiej torby rzeczy. Jeśli znacie jakąś krakowską organizację charytatywną, która NA PEWNO przyjmie torbę damskich ubrań, to napiszcie proszę. Kontaktowałam się m.in. z pobliskim domem samotnej matki i usłyszałam, że nie przyjmują ubrań. Wyrzucić do kontenerów nie chcę, bo za często widziałam powywalane kontenery i gnijącą kupę mokrych rzeczy. Poza tym, chciałabym, żeby te ubrania faktycznie trafiły do potrzebujących i jakoś nie kręci mnie akcja z cyklu „Oddaj nam ubrania, a my przekażemy 1% zysku na potrzebujących”.

Macie jakieś ciekawe patenty na to, jak przeżyć w najmniej bolesny sposób przeprowadzkę? Dajcie znać, chętnie przyjmę porady, bo do tej pory przeprowadzałam się stopniowo – wyprowadziłam się z jedną walizką ubrań, a potem zwoziłam rzeczy przy okazji wizyt u moich rodziców. Teraz muszę rzucić się na głęboką wodę, na dodatek przeprowadzając się z dużego domu do znacznie mniejszego mieszkania.